Auto z zagranicy

corvette broken needs repair 4944819Jeśli tak, to należy się z tym pospieszyć, gdyż tzw. zagranica przestanie istnieć w maju 2004 roku (jak wszystko dobrze pójdzie) i kupując samochód w dowolnym kraju „dwudziestki piątki” będziemy w takiej samej sytuacji, jakbyśmy go kupili w kraju. Wynika to z faktu, że handel na terenie całej Unii jest traktowany jako handel wewnętrzny. Ale póki co obowiązują przepisy mówiące o tym, że na sprowadzone do Polski autaobowiązuje 35-procentowa stawka celna – liczona od wartości pojazdu, nie mniejsza jednak niż 1250 euro dla czterolatków i dwa razy wyższa – 2500 euro dla starszych. Cło to obowiązuje jednak tylko w odniesieniu do aut sprowadzonych spoza Unii i z państw, z którymi nie podpisaliśmy umów o wolnym handlu. Praktycznie chodzi tu o samochody amerykańskie i japońskie, ale tylko te, które są produkowane na terytorium USA i Japonii. Na pozostałe obowiązuje zerowa stawka celna, będąca zwolnieniem od jego płacenia i to pod warunkiem, że przedstawimy dowód (druk EURO-1), iż auto zostało wyprodukowane po właściwej stronie Atlantyku. Wspomniany druk obowiązuje dla towarów powyżej 6000 euro. Jeżeli za używane auto zapłacimy mniej – wystarczy, żeby sprzedający potwierdził pochodzenie (miejsce produkcji) auta. Oświadczenie to jest niezbędne, jeżeli transakcja została potwierdzona tylko umową kupna-sprzedaży (więcej o tym na co zwrócić uwagę). Jeżeli o nim zapomnimy – mogą nam naliczyć cło.

Samochód z zagranicy możemy ściągać na kilka sposobów. Po pierwsze – osobiście. Serdecznie odradzamy taki sposób zakupów osobom nie mającym o samochodach pojęcia i do tego nie znających żadnego języka. Po drugie – i tak jest bezpieczniej – pojechać z kimś kto zawodowo trudni się sprowadzaniem samochodów używanych i zdać się na niego (może poza wyborem koloru). Po trzecie wreszcie – zleć sprowadzenie konkretnego auta firmie lub osobie.

Niewątpliwe plusy dwóch ostatnich sposobów to spora szansa, że auto nie będzie bublem a pośrednik zajmie się papierkologią. Podstawowy minus to to, że wszystko kosztuje (przewóz, załatwianie formalności itp.) i zostanie skrupulatnie dołączone do ceny auta. Rodzi się też refleksja, czy nie lepiej było pójść do komisu…

Potrzebne dokumenty…

Żeby odprawić samochód, należy mieć ze sobą jakikolwiek dowód jego zakupu (faktura, paragon, umowa kupna-sprzedaży, wspomniany wcześniej druk EURO-1 lub oświadczenie o kraju pochodzenia. Aby przekroczyć granicę, potrzebujemy też dokumentu będącego odpowiednikiem polskiej karty pojazdu (np. niemiecki brief) oraz dowodu na to, że auto w kraju pochodzenia było dopuszczone do ruchu. Samochód musi też być zarejestrowany w kraju pochodzenia i mieć ważne badania techniczne. Brak któregokolwiek z dokumentów może spowodować, że zakupionym autem granicy nie przejedziemy.
Od września 2002 roku obowiązuje przepis zabraniający wpuszczenia na terytorium Polski aut nie spełniających normy emisji spalin Euro-2. Na granicy nas za to nie zatrzymają, ale o zarejestrowaniu pojazdu w Polsce możemy zapomnieć.

…i niezbędne opłaty na granicy

Główna opłata graniczna to podatek akcyzowy. Jak duży? To zależy od roku produkcji sprowadzanego samochodu. Im auto młodsze, tym mniej do zapłaty. Widełki są duże i wynoszą od 3,1% wartości celnej auta dwuletniego z silnikiem o pojemności do 2 litrów (licząc rok produkcji jako pierwszy) aż do 65% tejże za auto siedmioletnie z silnikiem powyżej 2 litrów pojemności i każde starsze. (Szczegółowe dane – patrz ramka). (ważne w 2003 roku:)

ROK PRODUKCJI POJEMNOŚĆ DO 2L POJEMNOŚĆ PONAD 2L
2002-2003 3,1% 13,6%
2001 15,1% 25,6%
2000 27,1% 37,6%
1999 39,1% 49,6%
1998 51,1% 61,6%
1997 63,1% 65%

Taka konstrukcja podatku akcyzowego miała za zadanie wyeliminowanie – lub chociaż ograniczenie – importu aut starych i w złym stanie technicznym. W dużym stopniu zadanie zostało spełnione.
Kolejny drenaż kieszeni czeka nas przy zapłacie podatku VAT. Wynosi on 22% wartości samochodu powiększony o podatek akcyzowy. Sumując wszystkie poniesione koszty widać, że do ceny zakupionego za granicą auta trzeba dołożyć od ponad 25 do 100 procent. Jeżeli dołożymy do tego opłaty za usługę fachowca, z którym jedziemy (płatne od kilometra lub na umowę), wyjdzie, że superokazja na placu w Stuttgarcie jest tylko nieco droższa od takiego samego auta stojącego w komisie obok.

Wizyta w Urzędzie Skarbowym…

Powinniśmy ją złożyć przed upływem 14 dni od daty zakupu pojazdu i uregulować podatek należny z tego tytułu, a wynoszący 2% wartości brutto auta. Tak się utarło, że podatek ten płaci kupujący. Nie płacą go tylko ci, którzy nabyli auto od płatnika podatku VAT. Pomimo że należne fiskusowi 2% możemy zapłacić za pośrednictwem poczty, lepiej do urzędu udać się osobiście. Jest bowiem taka możliwość – szczególnie gdy dowodem zawarcia transakcji jest umowa kupna-sprzedazy – że urzędnik zakwestionuje podaną przez nas w umowie wartość pojazdu. Dlaczego? Gdyż istnieje przepis mówiący o tym, że należny podatek nalicza się od ceny średniej dla danego modelu i rocznika, a nie od kwoty rzeczywiście zapłaconej za auto. Na szczęście, jak wynika z rozmów przeprowadzonych z urzędnikami, przepis ten jest stosowany tylko w przypadkach drastycznych różnic w cenach pojazdu, gdzie na pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra. Do rozliczenia podatku potrzebny nam będzie druk PCC-1, który otrzymamy w każdym urzędzie skarbowym.
…i w Wydziale Komunikacji

Na zarejestrowanie auta mamy równo miesiąc. Stosik dokumentów, jakie będą potrzebne, żeby dokonać tego aktu, może być różnej wielkości i zależy od tego od kogo auto kupiliśmy. Jeżeli auto było już rejestrowane na terenie kraju, potrzebny będzie dowód rejestracyjny, umowa kupna-sprzedaży, stare tablice rejestracyjne i karta pojazdu (dla aut rejestrowanych po 1 lipca 1999r.). Jeżeli samochód był rejestrowany w innym urzędzie komunikacji, na okres miesiąca otrzymamy tymczasowy dowód rejestracyjny i stałe tablice; jeśli w tym samym – dostajemy od razu stały dowód i takież tablice. Koszty jakie poniesiemy w związku z rejestracją nie powinny przekroczyć 170 zł.
Nieco więcej dokumentów musimy przedstawić, jeśli sprowadzimy auto np. z Niemiec. Będą to dowód zakupu (faktura, umowa kupna-sprzedaży), brief, wymeldowanie auta (Abmeldung), dokument potwierdzający wykonanie przeglądu technicznego w kraju, dokument ostatecznej odprawy celnej i – od 21.09.2002 – orzeczenie producenta, że samochód spełnia normę czystości spalin Euro-2. Trzy pierwsze dokumenty muszą być przetłumaczone na język polski przez tłumacza przysięgłego. Poza tym, jeśli samochód nie był sprowadzony na nasze nazwisko, potrzebny będzie rachunek od osoby, która go nam sprzedała. Za rejestrację takiego pojazdu zapłacimy dużo drożej – do 1200 zł, z czego 1000 zł jest pobierane za wystawienie karty pojazdu.

KILKA UWAG KU PRZESTRODZE

Pośpiech to bardzo zły doradca, dlatego nigdy nie gódźmy się na transakcje „na chybcika”. Bardzo dokładnie oglądajmy wszelkie dokumenty samochodu. „Żelazny kanon” to – w przypadku aut już rejestrowanych w kraju – dowód rejestracyjny, książka pojazdu (w nowszych, rejestrowanych od lipca 1999 r.) i książka serwisowa.
Ta sama uwaga dotyczy numerów silnika i nadwozia. Samochód musi kosztować – nie wierzmy w superokazje, czy w to np., że ktoś musi nagle sprzedać auto.
Uważajmy na samochody powypadkowe i popowodziowe – nie powinno się ich kupować bez dokładnych oględzin przez fachowca w serwisie. Jeżeli sprzedający nie chce się na to zgodzić – jak najszybciej zrezygnujmy z zakupu.
Pominąwszy mniejsze kolizje, nie da się bitego auta doprowadzić do stanu idealnego, gwarantującego bezpieczeństwo. Samonośne nadwozia aut ze strefami kontrolowanego zgniotu obliczone są na przeżycie kierowcy i pasażerow podczas kolizji, a nie na odtworzenie. Tego się po prostu nie da odtworzyć tak, żeby funkcjonowało w pełni prawidłowo – tak samo, jak nie da się wyprowadzić geometrii nadwozia po poważniejszym wypadku.

Możesz również polubić…